"W beznadziei jest nadzieja?" – wywiad z Janem Pichetą

12:16


Piłkarz, trener poeta, dziennikarz, specjalista od ciężkich robót w KWK Gottwald – i to w jednej osobie! Różnica dwóch pokoleń, jaka dzieli mnie z Janem Pichetą, nie przeszkadza nam w dywagacji nad życiem artysty, a także dzisiejszym humanizmem, a wręcz przeciwnie!

Bartłomiej Malec: Poezja i piłka nożna – co łączy ze sobą te dwa światy?
Jan Picheta: Myślę, że łączy je przeżycie estetyczne. Dotyczy to w większym stopniu nawet zawodnika, aniżeli widza. Gdy strzelałem niezwyczajne gole, stosowałem udane zwody a la George Best lub nieoczekiwanie podawałem tak, aby kolegom „otworzyć drogę” do bramki rywali, czasem doświadczałem podobnych przeżyć jak po dokonaniu odkrycia poetyckiego czy kontemplacji dzieła sztuki bądź natury. Błysk szczęścia jest zawsze podobny, choć wywołany przez bardzo różne zjawiska. Napisałem o tym zresztą opowiadanie, gdyż uważam, że sportu nie powinno się uprawiać dla zwycięstwa nad kimś, ale dla chwil, które wyzwalają właśnie poczucie wspaniałości. 

Był Pan też specjalistą od ciężkich robót w KWK Gottwald, fachowcem o najwyższych kwalifikacjach w łaźni łańcuszkowej KWK Wujek. Jak praca fizyczna wpływa na artystę?
Za komuny nie było w zakładach etatów sportowych czy dziennikarskich. Byłem więc „prowadzony” w kopalniach nie jako piłkarz GKS Katowice czy publicysta czasopisma górniczego „Rębacz”, lecz „specjalista od ciężkich robót” czy „fachowiec o najwyższych kwalifikacjach w łaźni łańcuszkowej”, czyli mówiąc po polsku: robotnik lub brygadzista hydraulików. Praca fizyczna może wspaniale wpływać na artystę, jeśli nie jest zbyt wyczerpująca. Nie bez kozery znajdujemy tego znakomite przykłady w naszej poezji. Nieprzypadkowo przed ostatnim zajazdem na Litwie szlachta prosi mędrca Maćka nad Maćkami o poradę w chwili, gdy on przewiązuje w ogrodzie pomidory. Bohater wiersza Leopolda Staffa daje do zrozumienia, co w życiu najważniejsze, gdy odprowadza rzęsę do odpływu. „Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd wyszliśmy” – śpiewał Jonasz Kofta. Wykonywanie manualnych czynności prostych w Arkadii to idealna robota dla człowieka. Nasz Raj! 

Bielsko-Biała jest przyjaznym miastem dla twórców?
Bielsko-Biała jest przyjaznym miastem dla piłkarzy TS Podbeskidzie. 30 ludzi otrzymuje co miesiąc po 20 tysięcy zł stypendium. Większość z nich siedzi na ławce rezerwowych. Twórca za całokształt dokonań może otrzymać nagrodę Ikara raz w życiu w wysokości 5 tys. zł. Pracownik kulturalno-oświatowy zarabia w placówkach miejskich kilkanaście zł za godzinę. W sąsiednich Mazańcowicach na tym samym stanowisku zarobić może 50 zł za godzinę. Czy jednak należy naiwnie sądzić, że budżet w sołectwie Mazańcowice jest trzykrotnie wyższy niż w bielskiej metropolii?    

Ostatnie badania dotyczące czytelnictwa pochodzą z 2017 r. Przeprowadziła je Biblioteka Narodowa. Ich wyniki nie dają powodów do radości. Z ankiet przeprowadzonych na próbie 3 tys. osób wynika, że 63 proc. respondentów nie przeczytało ani jednej książki. Do czego może prowadzić ten stan rzeczy?
Prowadzi do wtórnego analfabetyzmu. Moja koleżanka w jednej ze szkół wyższych Bielska-Białej poprosiła studentów o głośne przeczytanie fragmentu książki. Okazało się, że normalnie i w miarę szybko czyta niewielka część słuchaczy. Parę osób sylabizowało przez 20 minut jedną stronicę! Twierdziły, że czytanie jest im niepotrzebne. Najgorsze jest to, że niewiele instytucji robi coś, żeby bronić nas przed wtórnym analfabetyzmem. Każda władza owładnięta libido dominandi  lubi mieć bowiem do czynienia ze społeczeństwem słabo „kumatym”, bo łatwo takim sterować, aby – jak mawiał klasyk – ciemny lud „to” kupił!

Jest Pan także nauczycielem języka polskiego. Może przyczyn należy szukać w metodach nauczania? Często nauczyciele mają zbyt archaiczne podejście do dzisiejszego ucznia.
Najlepiej człowiek się uczy, gdy robi coś z pasją. Jest zaangażowany emocjonalnie. Dlatego rozwijać należy pasje, zwłaszcza twórcze, a także dyspozycje do bycia lepszym człowiekiem, wrażliwym na potrzeby innych, żeby nam się piękniej i przyjemniej żyło. Nie da się tego robić pod presją nakazów, zakazów i ocen, lecz w atmosferze zabawy, zachęty i życzliwości – gdy dziecko jest bardziej podmiotem, a nie przedmiotem nauczania. Jeśli młodemu człowiekowi będziemy wmawiać wystarczająco często, że jest geniuszem, to w końcu tym geniuszem naprawdę zostanie. W przeciwnym razie będziemy mogli powiedzieć, jak pewien wybitny fizyk, że nauczanie rzadko kiedy bywa prawdziwie skuteczne, z wyjątkiem tych szczęśliwych przypadków, dla których jest niemal zbędne.     

Mateusz Żyła, absolwent ATH i nauczyciel języka polskiego w Szkole Mistrzostwa Sportowego Rekordu stwierdził, iż humanizm został zaniedbany przez dzisiejszy system nauczania. Jak Pan się zapatruje na ten pogląd?
Jeśli humanizm definiować racjonalnym myśleniem i troską o potrzeby, szczęście, godność i swobodny rozwój człowieka w jego środowiskach: społecznym i naturalnym, to rzeczywiście można mieć wątpliwości, czy współczesnej szkole zależy na rozwoju humanizmu. Mówiłem o utracie przez młodych ludzi związków z naturą. Żyjemy już tylko w sferze znaków sztucznych, przylepieni do ekranów komórek i komputerów. Zresztą natury w naszym świecie coraz mniej, gdyż władze państw i korporacji wyspecjalizowały się w jej niszczeniu. Przykładem chociażby ostatnia demolka drzew w naszym kraju. Nie oszczędzono nawet Puszczy Białowieskiej. Wygląda to tak, jakby człowiek stracił instynkt samozachowawczy.

Do czego potrzebny jest nam współczesny humanizm?
Humanizm jest potrzebny do wychowania człowieka racjonalnie myślącego i wrażliwego, który chce się rozwijać twórczo i dawać siebie innym ludziom. Takiego człowieka, który będzie mógł wybrać dla przyszłych pokoleń lepszy los, niż ten, jaki szykują nam zarówno politycy krajowi i światowi, jak i władze ponadnarodowych korporacji, gdyż oni chcą tylko jednego: poszerzenia zakresu władzy i podwyższenia stopnia panowania. Marzy mi się także człowiek, który jeszcze potrafiłby z nimi walczyć. Generalnie widzę czarno. Może jednak, jak mawiał Władysław S. Reymont, w beznadziei jest nadzieja? 

Pełny wywiad ukaże się na łamach magazynu RedakcjiBB...





Jan Picheta – Redaktor naczelny Kalendarza Beskidzkiego; był specjalistą od ciężkich robót w KWK Gottwald i Kleofas, fachowcem o najwyższych kwalifikacjach w łaźni łańcuszkowej KWK Wujek, nauczycielem języka polskiego, piłkarzem GKS Katowice, trenerem Beskidu Skoczów i Rekordu Bielsko-Biała; jest wielbicielem Toskanii, Umbrii i Marche, felietonistą miesięcznika Śląsk, członkiem władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

You Might Also Like

0 komentarze