Post Top Ad

Felietony

Żyjemy w kulturze strachu

"Jak będziesz niegrzeczny, przyjdzie po ciebie pan i cię weźmie!" – od najmłodszych lat towarzyszy nam kultura strachu. Jest ona bardzo... efektywna. Na ludzi bowiem od zawsze w propagandzie działa strach i zawsze znajdą się na to podatni, a Internet tylko to przyspiesza.


W pierwszych dekadach nowego tysiąclecia wyobraźnię kulturową pobudza i kształtuje przede wszystkim lęk, pisał Frank Furedi, podkreślając rolę mediów współtworzących kulturę strachu. Jesteśmy straszeni na każdym kroku, szczególnie teraz, w dobie pandemii koronawirusa. Pamiętacie jeszcze te nagłówki z internetowych portali: "koronawirus już w Polsce!", "koronawirus już u nas!"? W narracji pojawiali się bohaterowie, np. lekarze i personel medyczny, ryzykujący swe życie i zdrowie aby opiekować się chorymi. W rozwijającym się na oczach czytelników dramacie mieliśmy antagonistów: z jednej strony śmiertelnego wirusa, a z drugiej dzielnych lekarzy i naukowców. Bardzo często wykorzystywany był motyw walki i wojny. Ich semantyczną skuteczność chętnie wykorzystywali dziennikarze piszący o salach szpitalnych jako miejscu wojny. Narrację medycznego horroru tworzyły skrupulatnie dobrane środki językowe, które w wyobraźni czytelnika przywoływane obrazy mrożące krew w żyłach. A dziś? Dziś to tylko wspomnienie. 


Przez kulturę strachu należy rozumieć obszerny katalog lęków, fobii, obaw, niepokojów i obsesji, zarówno urojonych, jak i tych najbardziej realnych, z którymi na co dzień boryka się dane społeczeństwo lub jednostka ludzka. Nie chodzi przy tym o intensywność w przeżywaniu strachu, lecz raczej o to, jak potrafimy sobie z nim radzić na co dzień, czy mobilizuje nas do przezorności, sprawniejszego działania, myślenia i wysiłku, czy wręcz przeciwnie: paraliżuje kompletnie i zmusza tym samym do biernego czekania na to, co się stanie. 


Dopiero potęgując psychozę zagrożenia, można bez większych kłopotów ograniczać prawa osobiste. Uzasadnia się te posunięcia górnolotnie: racją stanu, a obecnie coraz częściej wymogami bezpieczeństwa publicznego i obroną. W tym momencie pojawia się w rozumowaniu urzędników stan wyższej konieczności. Obywatel nie powinien się sprzeciwiać słusznym zamiarom władzy, przeciwnie, musi być wdzięczny, że ta tak bardzo troszczy się o jego życie. Gdy będzie miał co do tego wątpliwości, "jedynie słuszną", bo urzędową wersję postrzegania problemu, wmówi mu usłużna propaganda.



W XXI wieku, w którym w mediach niejednokrotnie łamano tabu i pokazywano emocjonalne i fizyczne aspekty ludzkiej intymności, wciąż są obrazy, które wywołują silny lęk lub strach odbiorców i emocje, które nie mijają po chwili kontaktu z danym przekazem medialnym. – Są bardzo ciekawe badania nad tym, co Susan Moeller nazwała syndromem zmęczenia współczuciem. Na przykład obrazy głodu, kataklizmów, wojen, chorób – czegoś, co jest przerażające, bo może się zdarzyć każdemu – oczywiście wywołują reakcje ludzi. Jednocześnie nadmierne wystawienie na takie przekazy powoduje też stępienie współczucia, więc ludzie odsuwają te straszne myśli od siebie, nie chcą oglądać takich wiadomości. Susan Moeller cytowała w swojej książce „Compassion Fatigue” telewidzów, którzy mówili: „Nie, ja nie oglądam wiadomości wieczornych, bo potem nie mogę zasnąć”, „Po co to oglądać? I tak nie możemy nic zrobić”. I właśnie fakt, że nic nie możemy zrobić powoduje to, o czym pisała Susan Sontag – gdybyśmy mogli coś zrobić, to może nie czulibyśmy się tak zobojętniali, otępiali. Gdy możemy wziąć udział w jakiejś akcji humanitarnej, to ten jeden gest może zmienić nasz odbiór dramatycznych zdjęć. W przeciwnym wypadku nawet najtragiczniejsze fotografie składają się na obraz kolejnego nieszczęścia, które dotyka ludzi żyjących gdzieś bardzo daleko. Oczywiście w mediach dramatyczne zdarzenia przedstawiane są jako to, co może spotkać również nas. Dziennikarze zawsze próbują przedstawić wydarzenia tak, żeby odbiorca mediów odniósł je do siebie. Starają się zbliżyć je do doświadczenia codziennego czytelnika. Codzienność w nadmiarze byłaby nudna, więc trzeba ją nieco ubarwić. Problem pojawia się, gdy mamy takie ubarwienie, by nie rzec „przebarwienie”, od pierwszej do ostatniej minuty serwisumówi dr Magdalena Hodalska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmująca się badaniem medialnych obrazów strachu.



Media dysponują ogromnym arsenałem środków, które umożliwiają im budzenie strachu wśród odbiorców (kadry, montaż, dźwięk, język) a jak wiadomo, odpowiednio wzbudzony lęk jest jednym z najskuteczniejszych mechanizmów skłaniających do działania. Strach nie jest wpajany wprost, ale budowany w oparciu o język i słowa budzące skojarzenia. Ogromne znaczenie dla procesu konstytuowania wspomnianych lęków ma ilość przywoływanych zdarzeń z przeszłości, choć te są ze sobą powiązane. Media stworzyły nie tylko nowe symbole jako odpowiedź na nowe zjawiska społeczne i techniczne, ale także połączyły je ze sobą. Strach działa, a skoro działa, daje nam mediom potężny argument.




Related Posts

Brak komentarzy:

Post Bottom Ad